Jesteś ciekaw, czy naprawdę aż tyle spraw wygrywamy?

Jeżeli dalej nie wierzysz, możesz sprawdzić autentyczne wyroki, które regularnie publikujemy w zakładce "AKTUALNOŚCI → WYROKI I UGODY"

Logo knif 08abcc990d84f14b66e7ea3abb57bc8bd21d92c317968c256d05d6cd0251ec7e

KNiF TEAM

05.05.2018

ZAPRASZAMY NA SPOTKANIE dotyczące RODO w WARSZAWIE i w WIELUNIU

MASZ FIRMĘ, NIE WIESZ JAK WPROWADZIĆ RODO?


WARSZAWA
WIELUŃ

NA SPOTKANIU BĘDĄ EKSPERCI Z BOGATYM DOŚWIADCZENIEM.
Uwaga! Ograniczona liczba miejsc. Proszę o potwierdzenie uczestnictwa w szkoleniu


Pozdrawiamy KNF TEAM.


21.01.2018

Kolejne przywileje banków do likwidacji – BTE to nie wszystko!

Zaczęło się w 2015 r., kiedy Trybunał Konstytucyjny skasował bankowy tytuł egzekucyjny (BTE). Teraz Ministerstwo Sprawiedliwości przystępuje do wyeliminowania jego godnego następcy.

Mowa o przepisie kodeksu postępowania cywilnego, który umożliwia bankom składanie pozwów przeciwko dłużnikom wyłącznie na podstawie wyciągów z ksiąg bankowych.

Wystarczy, że przedstawią oświadczenie o tym, iż ktoś jest im winien określoną kwotę. Wówczas sądy wydają nakaz zapłaty, nie dochodząc nawet tego, czy wysokość zobowiązania się zgadza. Nie muszą
– komentuje dr Jacek Czabański, adwokat specjalizujący się m.in. w procesach frankowiczów.

Pozew banku jest rozpatrywany przez sąd na posiedzeniu niejawnym i badany go przede wszystkim pod kątem formalnym. Odbywa się to bez udziału dłużnika, a zatem nie ma on szansy zakwestionować wysokości swojego zobowiązania czy sposobu wyliczania rat, nawet jeśli w rzeczywistości to on ma rację, a nie jego kredytodawca. Klient może co najwyższej zainicjować procedurę przeciwegzekucyjną, ale w takim wypadku musi w ciągu dwóch tygodni zebrać dowody na swoją korzyść i wystąpić ze skargą. Zdaniem praktyków sytuacje, gdy sądy orientują się, że sprawa jest problematyczna, i nie wydają nakazu zapłaty, lecz kierują pozew do zwykłego rozpoznania (co już wymaga od prawników banków zebrania dowodów), należą do wyjątków. Taki stan rzeczy jeszcze bardziej zachęca instytucje finansowe do korzystania z tego przywileju.

Z mojego doświadczenia wynika, że wszystkie banki dochodzą roszczeń na podstawie wyciągów ze swoich ksiąg
zwraca uwagę dr Czabański. Takie samo zdanie mają pracownicy biura rzecznika praw obywatelskich. Przeanalizowali oni ponad 100 skarg na wykorzystywanie przez banki nakazów zapłaty do windykowania przeterminowanych długów.
Jest to masowa i powszechna praktyka
– potwierdza Piotr Mierzejewski, dyrektor zespołu prawa administracyjnego i gospodarczego w biurze RPO.

To właśnie m.in. po interwencji rzecznika i tekstach DGP resort sprawiedliwości postanowił zareagować i usunąć kontrowersyjny przepis przy okazji dużej nowelizacji kodeksu postępowania cywilnego (obecnie projekt jest na etapie konsultacji). Jak tłumaczy ministerstwo, skoro uprzywilejowanie dokumentu bankowego zostało podważone przez TK w wyroku dotyczącym BTE, to nie ma powodu, aby funkcjonowało ono dalej w zmutowanej formule.

Już ponad dwa lata temu zniknęły z porządku prawnego przepisy o bankowym tytule egzekucyjnym. Stało się to na skutek wyroku Trybunału Konstytucyjnego, który uznał je za niezgodne z ustawą zasadniczą. Jak się jednak okazało, banki szybko znalazły sobie substytut niesławnego BTE. Stał się nim przepis kodeksu postępowania cywilnego, który pozwala instytucjom kredytowym składać pozwy w oparciu o wyciągi z ksiąg bankowych (art. 485 par. 3).

Nie jest to dokument urzędowy, a mimo to w takich sprawach korzysta z domniemania zgodności ze stanem rzeczywistym. Dla porównania, w innych postępowaniach, np. o błąd medyczny, opinia biegłego zlecona przez powoda nie jest traktowana w ten sam uprzywilejowany sposób
– zwraca uwagę Piotr Mierzejewski, dyrektor zespołu prawa administracyjnego i gospodarczego w biurze RPO. Efekt jest taki, że kredytodawcy, bez konieczności przedstawiania dowodów, w krótkim czasie uzyskują tytuły egzekucyjne.

O tej sytuacji pierwszy napisał DGP na początku zeszłego roku. Informowaliśmy wówczas, że do Ministerstwa Sprawiedliwości wpłynęła petycja w sprawie usunięcia art. 485 par. 3 k.p.c. Jej autorzy, osoby, które czuły się pokrzywdzone praktyką banków, wskazywali, że kontestowana regulacja prowadzi do nieuzasadnionego uprzywilejowania kredytodawców w postępowaniu przed sądem. Jak pokazuje praktyka, pozwy składane w trybie art. 485 par. 3 k.p.c. opierają się jedynie na złożonym przez takie jednostki oświadczeniu co do wysokości i waluty zadłużenia. Nie muszą one wskazywać, na jakiej podstawie prawnej i faktycznej została ustalona wysokość wierzytelności oraz jej wymagalność. To wszystko powoduje zaś, że pozwani nie są w stanie już w zarzutach od nakazu zapłaty wykazać swoich racji.

Wielokrotnie dochodziło więc do sytuacji, że na podstawie samego wypisu z ksiąg zapadało orzeczenie bez merytorycznego rozpoznania sprawy. Poszanowanie równości stron co do możliwości dowodzenia jest w takich przypadkach fikcyjne
- podkreśla Mierzejewski.

Eksperci przekonują też, że procedura nakazowa powinna być dopuszczalna tylko w przypadku dochodzenia małych roszczeń, zwłaszcza gdy dłużnik nie kwestionuje wysokości należności. Tymczasem w przypadku umów kredytowych w obecnej walucie, opiewających nawet na miliony złotych, ustalenie wysokości zobowiązania oraz sposobu jego wykonania nie należy do spraw prostych.

A zdarza się, że pozwy z art. 485 par. 3 są też składane przez banki w elektronicznym postępowaniu upominawczym. Widziałem nawet nakaz zapłaty na milion złotych wydany w tym trybie
- komentuje dr Jacek Czabański.

Rzecznik praw obywatelskich wstawił się za klientami banków i sam zwrócił się w tej sprawie do MS. Dr Adam Bodnar potwierdził, że analiza skarg wpływających do jego biura wykazała, iż po wyeliminowaniu BTE z porządku prawnego banki zaczęły masowo korzystać z możliwości dochodzenia swoich roszczeń w postępowaniu nakazowym. Dotyczy to przede wszystkim kredytów zaciągniętych we franku szwajcarskim. Tymczasem, jak argumentował RPO w wystąpieniu do ministra sprawiedliwości, „możliwość uzyskania nakazu zapłaty na podstawie art. 485 par. 3 k.p.c. postrzegana jest przez obywateli jako wyraz nadmiernego uprzywilejowania banków stanowiący w istocie modyfikowany substytut bankowego tytułu egzekucyjnego”.
Apele o usunięcie kontrowersyjnej regulacji odniosły skutek. W przygotowanej w resorcie sprawiedliwości dużej nowelizacji kodeksu postępowania cywilnego przewiduje się bowiem usunięcie z porządku prawnego art. 485 par. 3. Ministerstwo przyznaje, że ze względu na obowiązywanie tego przepisu utrzymuje się uprzywilejowanie banku: ma on możliwość uzyskania tytułu wykonawczego jedynie na podstawie własnego dokumentu prywatnego. „Należy znieść to wyjątkowe uprawnienie” – czytamy w uzasadnieniu projektu.
Także Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów chwali decyzję resortu, podkreślając, że wykreślany przepis jest obarczony wadami. Ale jednocześnie urząd zwraca uwagę na zawarte w projekcie regulacje przejściowe, zgodnie z którymi sprawy rozpoznawane w postępowaniu nakazowym do czasu zakończenia postępowania w danej instancji będą rozstrzygane według obecnych reguł. Tymczasem w ocenie UOKiK zasada ta nie powinna znaleźć zastosowania w stosunku do postępowań w postępowaniu nakazowym prowadzonych w oparciu o uchylany art. 485 par. 3 k.p.c.
Również niektórzy sędziowie odczuwają pewne obawy o potencjalne negatywne skutki zaproponowanych przez resort sprawiedliwości zmian. Bartłomiej Glapiński z Sądu Rejonowego Poznań Stare Miasto zaznacza, że choć nie należy do obrońców przywilejów banków, to uważa, że uchylenie spornego przepisu może stanowić zagrożenie dla sektora bankowego. W opinii do projektu zmian w k.p.c. zauważa ponadto, że „praktyka zdaje się wskazywać, że bardzo rzadko zdarzają się zarzuty do nakazów zapłaty w postępowaniu nakazowym wydanych na podstawie wyciągów z ksiąg banku, a zatem zagrożenie nadużywania praw przez banki jest minimalne”.

Zdaniem Związku Banków Polskich, który ostrzegał przed odbieraniem bankom przywilejów procesowych, doprowadzi to do negatywnych skutków dla samych klientów. Wiązać się bowiem będzie z koniecznością zastosowania przez banki innych mechanizmów zabezpieczających zaciągnięte kredyty, co wpłynie na wzrost ich kosztów. Takim instrumentem może być np. konieczność uzyskania przez klienta notarialnego poświadczenia oświadczenia o poddaniu się egzekucji bankowej.

Eksperci ostrzegają również, że po obaleniu BTE i art. 485 par. 3 renesans mogą przeżyć inne dostępne prawnie instrumenty chroniące interesy kredytodawców.

Nie wykluczam, że banki zaczną teraz żądać zabezpieczenia w postaci weksla, którego funkcjonowanie w obrocie gospodarczym jest bardzo niebezpieczne i moim zdaniem powinno zostać zakazane
- twierdzi dr Czabański.

Artykuł na podstawie: forsal.pl


03.12.2017

Zatrudnianie Ukraińców – czy na pewno lek na problemy ZUS?

”Z umowy o zabezpieczeniu społecznym z Ukrainą, która miała zagwarantować osiedlającym się w kraju Polakom ze Wschodu wypłatę emerytury za lata pracy na Ukrainie, w praktyce skorzystają głównie pracujący w Polsce Ukraińcy”
– podaje „Rzeczpospolita”.


Od stycznia 2014 roku obywatele Ukrainy, którzy legalnie pracują w Polsce (są ubezpieczeni w Funduszu Ubezpieczeń Społecznych), mają zagwarantowane prawa do emerytury i renty w Polsce praktycznie na takich samych zasadach, co Polacy. Jest to dzięki zawartej w 2012 roku o zabezpieczeniu społecznym. Podobną Polska podpisała tylko z USA, Kanadą, Koreą Południową, Macedonią, Australią i Mołdawią.

Wspomniana umowa została podpisana przez ówczesnego ministra pracy rządu PO-PSL, Władysława Kosiniak-Kamysza. Została uzasadniona chęcią pomocy dla Polaków, którzy przesiedlili się z Ukrainy do Polski. Bez tej umowy nie mogliby otrzymać prawa do ukraińskich świadczeń za lata pracy na Ukrainie. Porozumienie miało na celu również pomóc polskim pracownikom delegowanym nad Dniepr. Przewidywano, że nie spowoduje to żadnych znacznych skutków finansowych dla budżetu państwa.

Te szacowania były jednak całkowicie błędne – Polskę zalała fala pracowników z Ukrainy.
”To oni staną się największymi beneficjentami tej umowy, a jej znaczenie dla polskiego systemu emerytalno-rentowego jest ogromne”
– pisze „Rzeczpospolita”.

„warunkiem nabycia prawa do emerytury z polskiego systemu jest przekroczenie wieku emerytalnego i posiadanie składek zewidencjonowanych na koncie w ZUS, niezależnie od ich wysokości”.
- wyjaśniał Radosław Milczarski z ZUS w rozmowie z dziennikiem

Stąd, okresy ubezpieczenia Ukraińca z tytułu pracy zarówno w Polsce, jak i na Ukrainie, zostaną zsumowane. Wysokość świadczenia zostanie z kolei ustalona w wysokości proporcjonalnej do okresu ubezpieczenia w państwie przyznającym świadczenie.


W czerwcu w Polsce legalnie było zatrudnionych najprawdopodobniej ponad 270 tys. Ukraińców. Jak wskazują dostępne dane Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, w pierwszej połowie br. polscy pracodawcy złożyli prawie 950 tys. wniosków o zatrudnienie cudzoziemców. To o 45% więcej, niż w 2016 roku, który był pod tym względem rekordowy. Ponad 90% wniosków dotyczyło Ukraińców.

ZUS nie liczy sumy comiesięcznych składek ukraińskich pracowników wpływających do FUS. Niedawno „Rzeczpospolita” szacowała, że jeśli każdy z 227 tys. ubezpieczonych Ukraińców otrzymuje wynagrodzenie brutto w wysokości płacy minimalnej (2 tys. zł), to w ciągu roku mogłoby wpłynąć do ZUS ok. 2,2 mld zł. Z kolei do budżetu państwa z tytułu PIT byłoby to ok. 440 mln zł. Szacuje się, że przyszłoroczny deficyt FUS wyniesie od 48,4 mld zł do 65 mld zł, Czyli – od 2,28 do 3,22 proc. PKB.

Cytowani przez dziennik eksperci, którzy popierają imigracją zarobkową sąsiadów znad Dniepru do Polski, pozytywnie odnoszą się do tego, że więcej z nich może pracować legalnie, odprowadzając składki. Według nich jednak trudno jest oszacować, jaki koszt ZUS poniesie w przyszłości na wypłatę emerytur dla osób z Ukrainy. Ministerstwo Rodziny i Pracy nie odpowiedziało na pytanie „Rzeczpospolitej” o to, ile w przyszłości będzie potrzeba pieniędzy na emerytury Ukraińców.

Przypomnijmy, że w I kwartale tego roku wykryto 470 przypadków nielegalnie pracujących cudzoziemców. W całym 2016 r. było to 2 646 osób. Jak w maju podawała „Rzeczpospolita” tylko ponad 227 tys. pracujących w Polsce Ukraińców jest objętych polskim ubezpieczeniem emerytalno-rentowym, a więc wciąż niewiele w porównaniu z liczbą pracujących cudzoziemców.

W rozmowie z Kresami.pl ekonomista i były wiceminister finansów dr Cezary Mech zwracał uwagę, że tego typu informacje, dotyczące „ratowania ZUS przez Ukraińców”, są bardzo mylące.
Tego rodzaju informacje nt. odprowadzania składek, a także te dotyczące braku znaczącego wzrostu wskaźników przestępczości w związku z napływem imigrantów, głównie Ukraińców, do Polski, które ostatnio słyszałem z ust samego wiceministra pracy Bartosza Marczuka, muszą budzić zaniepokojenie. Gdyż są bardzo mylące– mówi dr Mech. Zdaniem ekonomisty, są to informacje wyrywkowe, które poprzez pewne hasła dezinformują opinię publiczną nie ukazując prawdziwych kosztów imigracji.
Dr Cezary Mech zwraca uwagę na fakt, że w kwestii składek należy pamiętać o tym, jaki faktycznie ma to wpływ w kontekście budżetu państwa:
Po pierwsze należy pamiętać, że płacenie składek oznacza jednoczesne nabycie uprawnień głównie emerytalno-rentowych i tworzy równoważne zobowiązania państwa względem tej grupy pracowniczej. Dlatego nie jest żadnym zyskiem dla budżetu. Ponadto hamowanie wynagrodzeń wszystkich Polaków poprzez sprowadzanie imigrantów ma silnie negatywny wpływ na dochody budżetowe, jak i na poziom wypłacanych rent i emerytur. Gdyż niższe wynagrodzenia prawie wszystkich pracujących w Polsce sprawiają, że zarówno podatki, jak i wpłacane składki, mają zdecydowanie skromniejszy wymiar.

Artykuł na podstawie Kresy.pl


23.07.2017

Galeria z Dnia Wielunia


29.04.2017

Galeria ze spotkania szkoleniowego w Kutnie - 28.04.2017



Logo knif 08abcc990d84f14b66e7ea3abb57bc8bd21d92c317968c256d05d6cd0251ec7e
Logo knif 08abcc990d84f14b66e7ea3abb57bc8bd21d92c317968c256d05d6cd0251ec7e

Zapisz się, aby otrzymywać od nas najnowsze informacje:




Polityka prywatności

Wspierają nas:

MK Evolution AnulujPolise Spatium